Aga w Egipcie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

O Egipcie napisano już prawie wszystko. To, że jedni ten kraj kochają, a inni nienawidzą jest może nieco banalnym sformułowaniem, ale jakże prawdziwym.

          W czasie pierwszego dnia pobytu w tym kraju miałam mieszane uczucia, po wyjściu z samolotu zaskoczyło mnie uderzenie gorącego powietrza, miałam wrażenie, że nie da się nim oddychać, że jest to powietrze wiejące z silnika. Jednak schodząc niżej po schodach prowadzących na płytę lotniska wiedziałam już, że to po prostu egipskie powietrze, że trzeba się do tego przyzwyczaić. Nie było to wcale trudne, powietrze było suche, przyjemne, słońce świeciło tak intensywnie, że aż oślepiało. Zwiedzać w takim upale nie było łatwo, ale kąpiel w morzu, którego temperatura sięgała prawie 30 C to była już czysta przyjemność. Pierwsze wyjście do centrum miasta przytłoczyło i zaskoczyło niemile. Trzeba było szybko wydobyć z siebie pokłady asertywności, aby nie wrócić do hotelu z torbami pełnymi zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Egipcjanie sugerowali, że nie można obejść się bez olejku do ciała, który sprzedają akurat po wyjątkowo atrakcyjnej cenie, oczywiście specjalnie dla mnie w jeszcze niższej. Nie rozumieli, że nie chcę trzeciej figurki kota egipskiego. Jak nie chciałam wejść do sklepu, czasem wciągali mnie siłą, za rękę. Już wiedziałam, że muszę okazywać zainteresowanie tylko tymi towarami, które mnie naprawdę interesują, przechodzić szybko obok tych niechcianych, a prawdziwą ulgę poczułam w marketach, w których ceny były już jasno ustalone. No coż, nie każdy lubi się targować. Targowanie się w Egipcie to niemal obowiązek, a zniżka może wynosić nawet 50 %. Chociaż nic nie przebije wysokości rabatu jaki osiągnęłam za pamiątkowy amulet „ręka Fatimy”w Tunezji, pod meczetem Kairuan. Tunezyjczyk zaproponował 100 lirów tunezyjskich twierdząc, że talizman jest srebrny. Zobaczyłam, że to zwykła blaszka i zdenerwowałam się, odeszłam od stoiska, ale sprzedawca nie przestał negocjować. Biegł za mną kilkadziesiąt metrów proponując coraz niższą cenę. Amulet kupiłam za 2 liry i nie miałam żadnych skrupułów wiedząc, że chciał mnie wprowadzić w błąd. Zresztą wcale tego medalika nie potrzebowałam, podobnie jak kilku innych rzeczy, które jednak nabyłam.

            Ale miało być o Egipcie... Tak przyjemnie się tu odpoczywa, plażuje obowiązkowo w cieniu parasola, zażywa kąpieli w bardzo ciepłych wodach Morza Czerwonego, podziwia rafy koralowe, a wieczorem rozsiada na poduchach, aby oddać się paleniu fajki wodnej, tzw. sziszy. Egipskie hotele zachwycają wielkimi basenami, kuszą atrakcjami dla dzieci i dorosłych. Poza enklawami hotelowymi nie jest już tak różowo, bywa brudno, w głębi kraju widać prawdziwą biedę. Chyba nikogo nie trzeba zachęcać do obejrzenia piramid, niezwykłych świątyń i grobowców, wspaniałych posągów, meczetów, mumii egipskich, oryginalnych papirusów i innych wspaniałych zabytków i eksponatów. Najprzyjemniej jest zwiedzać Egipt korzystając z rejsu statkiem po rzece Nil. Łączymy wtedy wypoczynek i zwiedzanie, i nawet mimo upalnej pogody, podróżowanie po kraju nie musi być męczące. Kiedy jednak już wszystko zwiedzimy (co nie jest wcale łatwe ze względu na ogromne bogactwo zabytków i śladów przeszłości w Egipcie) jest coś co będzie zachęcać nas do odwiedzenia tego kraju ponownie. Są to bajecznie kolorowe, niesłychanie piękne, oszałamiające rafy koralowe. Wystarczy zanurzyć głowę poniżej tafli wody żeby zobaczyć podwodny świat jakiego nie ma w żadnym europejskim morzu. Widok powala na kolana, człowiek czuje się jak w innym świecie, jak w bajce. To, że warto udać się na rejs na rafy koralowe było dla mnie oczywiste, ale że w centrum popularnego kurortu Sharm el Sheik, mocząc nogi na pomoście, zobaczę niesamowicie kolorowe ryby, całkiem duże okazy, to było zaskoczenie. Ten kolorowy świat raf koralowych i żyjątek morskich jest po prostu na wyciągnięcie ręki i wcale nie trzeba nurkować głębinowo żeby zobaczyć te cuda. Należy jednak zaznaczyć, że nie wolno przywozić do Polski nawet najmniejszych fragmentów rafy koralowej, ani muszelek, jest to nielegalne i może skończyć się nieprzyjemnościami.

            Co mnie jeszcze w tym kraju zaskoczyło? Chyba to z jaką łatwością Egipcjanie okazują swoje zainteresowanie i wyznają uczucia. Wystarczy jedno spojrzenie żeby jakiś tubylec wyznał miłość, poprosił o rękę lub zaproponował za nas kilka/kilkadziesiąt/kilkaset wielbłądów, często miło przy tym żartując. Zaskoczyło mnie jednak, że są panie, które wierzą w tę miłość „od pierwszego wejrzenia”. Niestety czasem kończy się to źle. Niecodziennym dla nas widokiem są panowie, którzy spacerują trzymając się za ręce lub chodzą ze sobą pod rękę. Przerażają niektóre rozmowy z tubylcami, szczególnie ich opinie na temat kobiet. Bardzo niewiele Egipcjanek pracuje zawodowo, nawet w hotelach kobieta to rzadkość. Spotkane młode Egipcjanki , studentki zapewniały, że nie czują się dyskryminowane. Nie uwierzyłam. W Kairze nie sposób było przejść przez jezdnię, sznur samochodów pędził niemiłosiernie i nikt nie miał ochoty się zatrzymać. Ogłuszał hałas trąbiących samochodów, intensywny zapach spalin. Niektóre samochody nie miały świateł, ale to nie stanowiło dla nikogo problemu, zamiast kierunkowskazu wystarczy przecież wyciągnąć rękę zza szyby, zatrąbić, a czasem wrzasnąć na kierowcę obok. Są miejsca w Egipcie, do których rzadko docierają turyści i tam „białe twarze” budzą zaskoczenie, a jasne włosy prawdziwe zainteresowanie. Należy wtedy ich dotknąć i sprawdzić czy są prawdziwe. W żadnym jednak kraju widok moich jasnych włosów (nie ważne, że nieco rozjaśnionych:}) nie wzbudził takiego zainteresowania jak w Libii. Ale to już temat na całkiem inną opowieść...

Agnieszka Krokowska

Biuro Turystyczne „ZORBA Travel”

Skierniewice, ul. Norwida 8 na osiedlu Widok

Register

User Registration
or Anuluj