A+ A A-

Recital w Noc Muzeów

Oceń ten artykuł
(34 głosów)
Andrzej Poniedzielski, fot. J.Młynarczyk / Głos Skierniewic Andrzej Poniedzielski, fot. J.Młynarczyk / Głos Skierniewic

Recital Andrzeja Poniedzielskiego, czyli o poetyce słowa słów parę.

 

W sobotę 19 V 2012 roku o godz. 20.00 w sali kameralnej skierniewickiego MCK-u miał miejsce recital Andrzeja Poniedzielskiego.

            Kiedy myślę o Andrzeju Poniedzielskim, przychodzi mi do głowy pytanie, co się takiego stało, że z ówczesnej elitarnej grupy kulturalnego (w sposobie bycia, życia, użycia słowa, gestykulacji, prezencji etc.) społeczeństwa zostały tylko pojedyncze osoby. Postaci inteligencji humanistycznej, które pamiętają o formach „Szanowny Panie”, „Czcigodny Panie”, zamiast Panie Danielu, Panie Andrzeju… Współtowarzysze Pana Poniedzielskiego, dość wymienić Marka Grechutę czy Macieja Zembatego, już nie żyją. Tym bardziej doceniam sposobność spotkania z nielicznymi ludźmi społeczeństwa, władającymi piękną polszczyzną, mającymi świadomość istnienia funkcji oraz modeli komunikacji językowych. Mówiąc językiem Pana Poniedzielskiego, „jest to radość niebywała i komfort wielki” spotkać takich ludzi.

            Andrzeja Poniedzielskiego znam „z telewizora”. Kiedy „otwierało się” telewizor w latach 80-tych, można było dość często zobaczyć programy kulturalne, dość wymienić magazyn „Luz”, „Kabaret Starszych Panów” (powtórki), niedzielny cykl „W Starym Kinie” z charyzmatycznym Panem Janickim w ciemnych okularach, filmy o poetach np. „Słowem i drewnem” o poezji Stanisława Romaniaka, teatry telewizji i inne. Pamiętam, że na ekranie drewnianego czarno-białego unitrowskiego telewizora, właśnie wówczas, w latach 80-tych pierwszy raz zobaczyłem Pana Poniedzielskiego. Rozmowa z nim miała miejsce w sali kinowej. Pan Poniedzielski siedział w fotelu ze złożonymi rękoma, z pochyloną głową i w swoim stylu opowiadał o aktualnie funkcjonującej kulturze. Głęboko zapadła mi w pamięć charyzmatyczność tejże postaci. Pomyślałem sobie wtedy, że w taki sposób, ubrany w ciemną marynarkę, ze strzechą włosów na głowie, mówiący wolno, ciepło i mądrze wygląda humanista, może nawet poeta.

            W owym czasie, a może troszkę potem dowiedziałem się, że melorecytuje własne wiersze, a także pisze dla innych. Pochyliłem się nad płytą winylową „Elżbieta Adamiak & Andrzej Poniedzielski Live” wydaną przez Pronit Poljazz w 1987 roku i spotkałem się z innym światem słowa mówionego, śpiewanego, melorecytowanego. Szczególnie z tego albumu zapadły mi w pamięć słowa piosenki „Bawitko” napisanej w 1979 roku: … Oj nieładnie człowieku nieładnie, oj nieładnie człowieku brzydko, Ty się tylko całe życie bawisz, czasem sobie zmieniasz bawitko.

Innym bardziej optymistycznym utworem był „Bal dyplomatów”. Preambuła wygłoszona przed tymże utworem sprawiła, że pojawił się uśmiech na mojej twarzy. Otóż Pan Poniedzielski, wychodząc ze swej alma mater bogatszy o dyplom magisterski „oprawny w cielęcą skórę”, począł zastanawiać się, czy „po pięciu latach zmagań z ludźmi otaczającymi naukę, bo nie z samą nauką… kto na tym gorzej wyszedł: On, który dał nazwisko temu dyplomowi, czy też cielątko, które dało skórę na oprawę tego wyżej wymienionego dokumentu. Problem do dziś nie rozwiązany w zasadzie”.

Na skierniewickim spotkaniu Pan Poniedzielski przywitał publiczność, krótko rozwodząc się nad istotą kwiecistego maja, a następnie zaśpiewał utwór: „Chyba już można iść spać”, jeden z pierwszych utworów artysty: …takie łóżko, a taka dobra rzecz, to był świetny pomysł z tym łóżkiem, gdy ktoś chce sobie życie poprawić, to wystarczy poprawić poduszkę.

Artysta opowiadał z gawędziarską pasją o dawnym życiu studenckim, o podziemnych kawiarniach, śpiewających bardach. Na zakończenie wykonał utwór „Tęsknij za kolejnym dniem”, autorski tekst Pana Poniedzielskiego do melodii „Dance me to the end of love” Leonarda Cohena, „za umowną jego zgodą”.

Następna część recitalu polegała na zadawaniu pytań przez publiczność. Ku mojej radości padły pytania o piosenkę „Bawitko” oraz prośba o jej wykonanie. Niestety z braku ścieżki dźwiękowej do tegoż utworu poeta wyrecytował ten tekst w sposób przepiękny. Zrodziło się wtedy w mojej głowie pytanie: które wydanie „Bawitka” piękniejsze? Śpiewane czy mówione? Bóg raczy wiedzieć.

Inne pytanie dotyczyło kwestii „Pokolenia zza firanki”, utworu o dzieciach poety, Panu Poniedzielskiemu bowiem urodziły się 31 lat temu bliźniaki i zmagał się z podzieleniem pokoju, gabarytu stołu bilardowego firanką powieszoną pod sufitem. Powiedział też o parze swoich wnucząt, wyrecytował treść laurki, którą dostał na Dzień Dziadka od swojej wnuczki. „To już kolejne pokolenie zza firanki”, powiada.

Na zakończenie poeta rozdawał autografy. Oczywiście z mojego pięciometrowego zbioru płyt winylowych wyjąłem szacowny, zabytkowy album z 1987 roku, na okładce którego pozwoliłem poecie wybrać miejsce na wpis, autograf z datą i miejscem koniecznie.

Pozostała część publiczności miała sposobność skorzystania z objazdowego sklepiku artysty, na ladzie którego położone były książki poety oraz jego najnowsza kompaktowa płyta, wszystko w sam raz do autografu, a więc chwilę po mnie ustawiła się już kolejka po wpisy, niczym grupa studentów do Profesora poezji prosząca o wpis do indeksu.

PS. … Oj nie ładnie człowieku nieładnie, oj nieładnie człowieku brzydko, Ty się tylko całe życie bawisz, czasem sobie zmieniasz bawitko. Pamiętam, jak wówczas podobała mi się ta piosenka.

Od tej pory minęło ponad 20 lat i….

                           nadal mi się podoba.

                                                                        Daniel Ciesielski

Artykuły powiązane

Register

User Registration
or Anuluj