| Zapomniany literat spod Skierniewic |
| 05.11.2009. | |
|
„Człowiek czuje się herosem, do którego niewiniątka same przychodzą pod nóż” – mawiał Konstanty Marian Górski o swojej pracy krytyka literackiego. Ale tak naprawdę ten pisarz, poeta, dziennikarz, recenzent teatralny i historyk literatury był człowiekiem bardzo wrażliwym, którego otaczała modna wówczas aura „zmarnowanego talentu.”
Wówczas – czyli w drugiej połowie XIX wieku, bowiem Konstanty Marian Górski urodził się w 1862 roku w Woli Pękoszewskiej niedaleko Skierniewic. Pochodził z zacnej rodziny ziemiańskiej, o tradycjach patriotycznych i konserwatywnych. Ukończył gimnazjum w Krakowie, tam też studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, a następnie historię literatury i sztuki na Uniwersytecie Berlińskim w Niemczech. Gdy po studiach wrócił do Woli Pękoszewskiej stwierdził, że życie na wsi nie jest jego przeznaczeniem. Nie pasjonowały go zajęcia gospodarskie i spokojna, ziemiańska egzystencja. Wrócił do Krakowa, gdzie spędził resztę swojego życia. Na dobre zajął się pisarstwem w różnych jego postaciach. Najwcześniej dał się poznać jako zręczny historyk literatury. „Studia nad bajkami Krasickiego” i „Bajka o lwim dziale w rozwoju historycznym” zjednały mu uznanie w Niemczech i we Francji. Ta druga rozprawa, pisana po niemiecku, była też jego pracą doktorską. Zafascynowany przeszłością tworzył monografię Franciszka Karpińskiego – poety epoki Oświecenia i pracę o królu Janie Sobieskim: „Jan III w poezji polskiej XVII wieku”., w której starał się zbliżyć nawet formę własnej wypowiedzi do konwencji epoki. Górski jest autorem jednego tomu poezji „Wierszem”, w którym opisuje miłość, gorycz, smutek oraz ujęty obrazowo świat przyrody i sztuki. Jego liryki refleksyjno-opisowe czerpały natchnienie głównie z kultury grecko-rzymskiej, w której Górski był rozkochany. Oto fragment jednego z nich: „Mówisz, że taka jest gwiazda, co leci/ Poprzez wszechświaty od setek stuleci.../ Zrównoważone po przestworach słońca/ Jej nie wstrzymają./ Ona mknie bez końca,/ Poza granice, które światom kreśli/ Astronom myślą.(...)” Ówcześni krytycy nie doceniali poezji Górskiego. Była o na dla nich zbyt spokojna i bezosobowa. Co prawda wyznaczyli mu w młodopolskiej literaturze miejsce „szacowne, ale poślednie i nieznaczące.” Wyrażali się o nim z ironią, nazywając go Kociogórskim: „Taki jak Kociogórski, pochodzący z zapadłej wsi pod Skierniewicami, niewiele dobrego może wnieść do literatury. Ot, można go z poufałością poklepać po ramieniu i to wszystko.” Takie opinie na pewno krzywdziły dla pisarza, chociaż sam przyznawał, że pisanie czasem przychodzi mu z bólem. Było to spowodowane niewiarą we własne możliwości twórcze. Prawdopodobnie przez większą część swojego życia autor cierpiał na depresję. Będąc autorem analitycznego studium o „Bez dogmatu” swojego przyjaciela Henryka Sienkiewicza pisał, że podobnie jak bohater książki jest „arystokratą nerwów” dotkniętym zaraźliwą chorobą wieku – „newrozą”. Konstanty Górski pseudonim „Spectator” był nie tylko pisarzem, lecz parał się także bibliotekarstwem, malarstwem i dziennikarstwem. W 1882 roku Jan Matejko powołał go jako docenta do Szkoły Sztuk Pięknych na katedrę malarstwa i stylów w sztuce. W latach 1891-99 był kierownikiem Stacji Naukowej i Biblioteki Polskiej w Paryżu. Jako dziennikarz redagował stały dział literacki „Czasu” i „Przeglądu Polskiego”. Pisywał wiele w „Słowie”, „Bibliotece Warszawskiej” i innych czasopismach. Gdy zmarł, mając zaledwie 47 lat, wiele ludzi m.in. Lucjan Rydel szczerze go żałowało. Był do końca wzorem uczynności i dobroci. Przyjaciele wspominali, że tuż przed śmiercią, niemal dogorywając, wstał z łóżka, aby pomóc pewnemu młodemu malarzowi i namówić Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych do wywieszenia jego obrazu na wystawie. W środowisku artystycznym Krakowa cieszył się Górski swoistą popularnością jako wrażliwy przyjaciel pisarzy i malarzy, a jednocześnie człowiek „dobrego towarzystwa”, arystokracji krakowskiej, do której wstęp, oprócz zalet osobistych, zapewniały mu pochodzenie i niezależność finansowa. Czy rzeczywiście był on owym „zmarnowanym talentem”? W swojej twórczości podejmował ten motyw kilkakrotnie. W jednym z wierszy pisał: „Wstyd mi, że z serca ciekła krew/ A teraz nie czuć w pieśni/ Czemuż, gdy blady miał być śpiew/ Cierpiałem najboleśniej.”
Aneta Kapelusz
Fot. archiwum
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



