A+ A A-

KONTO CZY SKARPETA?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Założyć konto czy nie? Czy dam sobie z nim radę? A może trzymać kasę w skarpecie? Takie i wiele innych pytań miałam w głowie, zanim zdecydowałam się założyć mój pierwszy rachunek bankowy.

 

 Bardzo trudna decyzja…

Żeby założyć konto, trzeba mieć pieniądze, to proste, jak drut. Moja renta wpływała na konto mojej siostry, bo ona robiła wszystkie opłaty przez internet, a pozostałą część dawała mi do dyspozycji. Już dawno zastanawiałam się, czy mogłabym samodzielnie zarządzać moimi finansami. Myślałam że, skoro daję radę sama mieszkać, to chyba dam radę sama prowadzić konto i planować wydatki.

Niestety, może z wygody albo ze strachu, że siostra źle odbierze moje intencje, długo odwlekałam rozmowę z nią. Po prostu nie chciałam, żeby pomyślała sobie – O, nie ufa mi!

Zawsze miałam, mam i będę miała zaufanie do Ewy, bo to moja najbliższa rodzina. Uznałam jednak, że powinnam niektóre sprawy wziąć we własne ręce.

W końcu, po długich przemyśleniach na wszystkie strony i boki, zdecydowałam się porozmawiać z moją siostrą. Przygotowałam dla niej list – dlaczego, po co i na co.

Tę rozmowę będę pamiętać jeszcze przez długi czas, nawet nie wiem, czy nie do końca życia. Była to rozmowa pełna żalu i złości z obu stron. Nie będę opisywać szczegółów, bo to zbyt osobisty i bolesny temat. Każdy człowiek robi głupoty i popełnia błędy. Ja podczas tej rozmowy zrobiłam głupotę tak wielką jak Mont Everest, za którą będę długo płacić. Jednak muszę ponieść konsekwencje mojego postępowania. Mam tylko nadzieję, że z upływem czasu ten wstyd i gniew na siebie będą coraz mniejsze.

Po tej rozmowie, po raz pierwszy dostałam do ręki całą rentę, rachunki oraz dyspozycje do opłat i musiałam się rządzić samodzielnie, czyli tak, jak chciałam.

Co wtedy czułam? Przerażenie, strach, wątpliwości czy dam radę i złość na siebie. Jednocześnie czułam, że już nie mogę się cofnąć, i że nie będzie tak, jak dawnej. Powiedziałam „a”, to muszę powiedzieć „b”.

A jak moje stosunki z siostrą? No cóż, są bardzo napięte, ale nie tracę nadziei, że kiedyś będziemy mogły usiąść i na spokojnie porozmawiać. Tak naprawdę, to zarówno dla mnie, jak i dla niej jest to nowa sytuacja i obie musimy do niej przywyknąć.

Gdy trochę ochłonęłam i na spokojnie przeliczyłam wszystkie pieniądze, to doszłam do wniosku, że trzymanie pieniędzy w domu nie będzie bezpieczne. Więc trzeba było poszukać banku, który byłby dobry dla mnie i przede wszystkim mobilny.

Jak wybrać ten właściwy…

Myślałam, że to takie proste: wybrać bank i założyć konto. Gdy zaczęłam przeglądać strony internetowe banków, to miałam mętlik w głowie. Jeden bank ma takie oferty, drugi inne, a trzeci jeszcze inne. Każdy wydaje się być dobry. I który wybrać?

Na początku marca wybrałam się z moją panią instruktor na zwiady. W jeden dzień odwiedziłyśmy 7 banków. Muszę przyznać, że po trzecim miałam dość, ale skoro już byłyśmy w mieście, to może jeszcze jeden warto odwiedzić. Tym sposobem byłyśmy w ING, Pekao BP, Pekao SA, BGŻ, Millenium, Getin Bank i WBK.

Ku mojemu zaskoczeniu na 7 banków tylko 2 posiadały podjazd dla wózka. W następnym trzeba było zadzwonić i wtedy pracownicy wychodzili i rozkładali rampę na schody. W następnym była winda, ale jakoś nie było oznaczenia, gdzie jej szukać.

Jak byłam przyjmowana przez pracowników banków? Różnie, niektórzy starali się zachowywać profesjonalnie i nie zwracać uwagi na moją niepełnosprawność, ale nie we wszystkich bankach tak było. Oczywiście ja też byłam przygotowana, bo miałam napisany list, w którym się przedstawiam, opisuję, czego oczekuję i zadaję pytania.

Najuprzejmiej zostałam przyjęta w bankach ING, Pekao SA i Millenium. Bank ING był pierwszym, do którego pojechałyśmy. Dlatego najbardziej się denerwowałam, jak to będzie i jak mam się zachowywać, żeby nie wyjść na bardziej niepełnosprawną niż jestem. Moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebne, bo zostałam przyjęta z otwartością i sympatycznie. Pani, która ze mną rozmawiała, wszystko dokładnie mi wytłumaczyła i odpowiedziała zrozumiale na moje pytania. Pozwoliła mi nawet skorzystać z bankomatu za pomocą jej karty. Myślałam sobie – o matko, a jak bankomat nie odda karty? Na szczęście nawet nieźle mi poszło. Gdy nasza wizyta dobiegała końca, pani, która mnie obsługiwała powiedziała nam, że ona też bardzo denerwowała się, czy będzie umiała ze mną rozmawiać i dobrze przekaże mi wszystkie informacje. Można powiedzieć, że dla nas obu było to nowe doświadczenie.

W banku Millenium było podobnie. Pani na spokojnie wszystko tłumaczyła i nie miałam problemu, żeby ją zrozumieć. Z kolei w Pekao SA byłam już drugi raz, tak, że pani wiedziała o czym ze mną rozmawiać.

Po całym dniu spędzonym w różnych bankach i napływie wielu informacji miałam głowę 6 na 9, a wszystkie liczby, propozycje i wyjaśnienia nakładały się na siebie. Jak usłyszałam od mojej pani instruktor, że na drugi dzień mamy jeszcze iść do 3 banków, to pomyślałam – No nie, szaleju się najadła! Na szczęście coś nie wypaliło i nie poszłyśmy. Dzięki Bogu, bo mój mózg nie był w stanie przyjąć więcej informacji. Teraz tylko musiałam przemyśleć wszystko i wybrać jakiś bank.

Wybrałam i mam konto…

Pierwsza myśl jest zawsze najlepsza, i ostatecznie pozostałam przy niej. Zadecydowało to, że w banku, który wybrałam można zrobić najwięcej czynności za pomocą internetu, a to jest dla mnie ważne, ponieważ nie mam możliwości wyjścia z domu i załatwienia niektórych spraw.

Dokładnie 21 kwietnia 2015 roku pojechałam do banku, żeby założyć pierwsze w życiu konto. Oczywiście wcześniej skontaktowałam się z panią Barbarą, żeby się z nią umówić na konkretny dzień.

Pamiętała mnie, no pewnie, kto by takiej cholery jak ja nie pamiętał. A tak poważnie, to jakoś nabrałam do pani Barbary zaufania. Może dlatego, że od początku była bezpośrednia i nie udawała nie wiadomo czego.

Do założenia konta był potrzebny tylko dowód osobisty. Po wprowadzeniu wszystkich moich danych została wydrukowana w dwóch egzemplarzach umowa, którą musiałam podpisać. Na jednym egzemplarzu trzeba było złożyć 4 podpisy. Nie było to dla mnie łatwe, ale dałam radę. Później trzeba było aktywować usługę internetową i tutaj to spociłam się, jak mysz pod miotłą. – No, pani Agnieszko, tutaj proszę wpisać hasło potrzebne do aktywacji. Patrzę, a tam 15 znaków. Myślę sobie – Aga, tylko spokój cię uratuje. Niestety moja ręka nie była taka spokojna. Trzęsła się jak galareta, a palce mi drętwiały. – Poproszę o przerwę! –   powiedziałam, w pewnym momencie, bo nie czułam ręki. Z jednej strony nie było to aż tak skomplikowane, ale jakbym miała to zrobić sama w domu, to bym klęła na czym świat stoi.

Gdy już wszystko było zrobione, to odetchnęłam z ulgą, ale to był dopiero początek. Przyszła pora, aby się zalogować na swoje konto, a to nie jest tak, jak z logowaniem się na pocztę. Tutaj hasło jest maskowane i nigdy nie wpisuje się całego hasła. Przyznaję, że miałam i mam stracha, jak cholera przed każdym wpisywaniem hasła. Może z czasem to minie.

Założyłam konto, ale nic na nim nie było, bo kasę miałam w domu, więc za tydzień znów pojechałam do mojego banku, żeby wpłacić pieniądze, aktywować kartę i zrobić pierwszy przelew. Z wpłatą kasy był najmniejszy problem. Gdy trzeba było aktywować kartę znów mnie ogarnął strach, żeby się nie pomylić. Na szczęście wszystko się udało. No i miałam lekcję wypłaty i wpłaty przy bankomacie. Straszyli, żeby szybko działać, ale jakoś mi nieźle poszło i ze wszystkim zdążyłam. Jak wracałyśmy z panią Moniką do warsztatu, to wstąpiłyśmy do sklepu, gdzie po raz pierwszy zapłaciłam kartą. Ależ to jest wygodne! Nie trzeba się męczyć z wyjmowaniem kasy z portfela.

Z przelewem poszło mi nawet szybko. Wiem gdzie i co trzeba wpisać. Tylko jedno mnie denerwuje – sms-y, którymi przychodzą kody i trzeba je wpisać, żeby potwierdzić przelew. Wiadomo, że od razu wszystkiego nie jestem w stanie opanować, bo na to potrzeba czasu i przede wszystkim cierpliwości. A przyznaję, że w ostatnim czasie trochę mi jej brakuje. Skoro chciałam być bardziej samodzielna, to muszę trochę pocierpieć. Za rok pewnie będę wspominać to wszystko z uśmiechem.

Nie wiem, co jest bardziej bezpieczne i wygodne. Trzymanie pieniędzy w domu, w skarpecie czy na koncie. Jedno i drugie ma swoje plusy i minusy, jak wszystko.

Mam tylko nadzieję, że wystarczy mi sił na to, żeby udowodnić sobie i innym, że jestem w stanie nauczyć się rzeczy, o których mi się nie śniło. To, że założyłam konto jest wielkim krokiem w moim życiu, a ile takich kroków jeszcze przede mną? Zobaczymy!

Agnieszka Skomorow

Copyright © 2007 - 2017  ESTET

Register

User Registration
or Anuluj