A+ A A-

GODZINA 5:00 RANO, NO NIE, ZNOWU!

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Mogłoby się wydawać, że to takie proste. Rano wstać, naszykować śniadanie, sprzątnąć łóżko, umyć się i ubrać. Jednak dla mnie każdy poranek to wyzwanie. Pozwólcie, że Wam trochę o tym opowiem.

 

Za starych dobrych czasów było tak

– Agniesiu, córcia, trzeba wstawać, już 6:30. – Tak, ciepłym głosem, budziła mnie mamusia. Wypijałam jednym tchem kubek ciepłej herbaty z cytryną, który zawsze przynosiła mi do łóżka. Mama śmiała się ze mnie i mówiła – Gdzieś ty była w nocy, znowu masz kaca.

Później miałam podane śniadanie do łóżka. Dosłownie. A to jajeczko z majonezem, a to paróweczka na ciepło. Jednym słowem mama mi dogadzała. Moją ulubioną potrawą na śniadanie były kolorowe kanapki. Czyli kanapki z wędliną, żółtym serem, ogórkiem, pomidorem i na to jajko. Normalnie niebo w gębie. Takich kanapek to potrafiłam zjeść ze cztery albo pięć. Później była toaleta i mycie, a potem jeszcze trzeba było się ubrać. Jak byłam w toalecie, to mama sprzątała łóżko.

Oczywiście we wszystkim, poza toaletą i myciem, pomagała mi mama, żeby było szybciej. Z jednej strony to się jej nie dziwię, bo chciała wyjść spokojnie do pracy wiedząc, że jestem gotowa do wyjazdu do warsztatu. Jednak z drugiej strony, rozpuściła mnie jak dziadowski bicz.

Gdy mama wyszła do pracy to miałam tylko jedno zadanie. Nałożyć kurtkę i czekać na busa. Dobrze miałam, co?

Teraz wygląda to nieco inaczej

Nastawiam sobie budzik na 4:45, żeby się dobrze rozbudzić do 5:00. Gdy już się zwlokę z łóżka, pierwsze kroki kieruję do toalety. Później myję ręce i idę do kuchni zrobić śniadanie i kanapkę do warsztatu. W kuchni mam najwięcej przygód. Otwieram lodówkę i myślę, co tu zjeść. Mam trzy zasady przygotowania posiłków: łatwo, szybko i smacznie. Dlatego najczęściej robię kanapki, ale czasami po prostu biorę bułkę i jakiś serek. Kanapki robię sobie z bułek, które dzień wcześniej kroi na połówki pani Kasia. Do tego mam pokrojoną wędlinę i żółty ser. Czasem proszę panią Kasię o pokrojenie mi pomidora, żebym mogła położyć go sobie na kanapki. Dzień wcześniej przygotowuje mi na rano herbatę w termosie, bo po prostu ciężko mi jest ją zrobić. Czasem posmarowanie sześciu połówek bułek nie jest proste. Zdarzają się różne przygody. Kiedyś smarowałam bułki i ręka poleciała mi na bok, przez co o mało mi te wszystkie posmarowane połówki nie spadły na podłogę. Dopiero miałabym śniadanie, jak potrzeba! W myślach powiedziałam do tej ręki: – No i gdzie lecisz, uspokój się! – I mnie posłuchała.

Przygotowanie śniadania zajmuje mi 25-30 minut, to zależy od dnia i tego, którą nogą wstanę. Czasem pozwalam sobie iść na łatwiznę i kanapkę na wtorek do warsztatu robię w poniedziałek wieczorem. Wtedy we wtorek rano mam więcej czasu na inne zajęcia.

Gdy już się uporam ze zrobieniem śniadania, to przecież trzeba je zjeść i wziąć leki. Herbatę przelewam do dzbanuszka i podgrzewam ją w mikrofalówce. Zjadam śniadanie, biorę leki i pakuję kanapkę na warsztat. Czasami zdarza mi się, że muszę ganiać po talerzu plasterki pomidora, które zupełnie nie chcą się nabić na widelec. Po śniadaniu przychodzi czas na najbardziej nielubiane zajęcie – zmywanie. Jak ja nie lubię zmywać, aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl. Przyrzekłam sobie, że jak będę miała swoje mieszkanie, to muszę mieć zmywarkę.

Po godzinie spędzonej w kuchni przechodzę do pokoju, żeby sprzątnąć łóżko i odsłonić żaluzje w oknach. Zajmuje mi to jakieś 20 minut. Podczas ścielenia łóżka też mam zabawne sytuacje. Któregoś dnia ułożyłam jak zwykle pościel w pojemniku, wszystko ładnie i równo. Chciałam zsunąć łóżko, a tu się nie da. Do pewnego momentu się zsuwa, a potem blokuje. Mówię – Kurde, babka, co jest? Patrzę do pojemnika, w którym jest pościel, wszystko dobrze. Jednak jeszcze raz wyjęłam, ułożyłam ją ponownie i znów to samo. – No nie, chyba zostawię to łóżko w cholerę! – pomyślałam. Jednak coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć pod łóżko. Patrzę, a tam leży sobie kapeć i to przez niego nie mogłam zsunąć łóżka, bo blokował. Wyjęłam go, zsunęłam łóżko, usiadłam i zaczęłam się śmiać. Przez głupiego kapcia narobiłam sobie dodatkowej roboty. Na szczęście takie sytuacje zdarzają się rzadko.

Z pokoju idę do łazienki i robię się na bóstwo! No dobra, żartuję! Choć czasami muszę zmoczyć włosy i wysuszyć suszarką, bo wyglądam okropnie, jakby piorun w rabarbar strzelił. Każdy włos w inną stronę. Najlepiej byłoby myć głowę rano, ale musiałabym wstać chyba o 4:00 rano, a to mi nie pasuje. Dlatego głowę myję wieczorem. Gdy rano włosy mam w porządku, to tylko myję zęby, ręce i twarz. Przy dobrym tempie poranna toaleta zajmuje mi tak ze 30 minut.

Po wyjściu z łazienki ubieram. Sprawnie mi to idzie, bo mam naszykowane ubranie. Chyba, że mi coś odbije i zmieniam garderobę, bo bluzka nie pasuje do spodni, albo sweter do bluzki. Jak każda kobieta chcę ładnie wyglądać. Najłatwiej jest się ubrać latem, bo wystarczy założyć spodnie za kolano, koszulkę i gotowe. A zimą to się zakłada rajstopy, ciepłe spodnie, podkoszulkę, bluzkę i sweter. I zanim się w to wszystko ubiorę to zdążę się spocić.

Zwykle wyrabiam się ze wszystkim tak na 7:45 albo 8:00. Czyli mam jeszcze 15 minut, żeby usiąść i pomyśleć, czy wszystko zrobiłam. Muszę być ubrana, spakowana i czekać na busa z warsztatu tak o 8:20, bo przyjeżdżają po mnie o 8:30.

Czasami siostra pyta mnie – Agnieszka, po co ty tak wcześnie wstajesz? Odpowiadam jej – Wolę wstać wcześniej i poczekać, niż latać po mieszkaniu i myśleć – zdążę czy nie!

Czy zdarzają mi się poślizgi?

Oczywiście, że tak. Czasami zdarza mi się, że poprzedniego dnia trochę dłużej wieczorem posiedzę. A to przy komputerze, a to jak oglądam dobry film lub po prostu, jak mam lenia i nie chce mi się łóżka rozebrać. Staram się iść spać przed 22:00, ale czasami idę po 23:00. Wtedy rano jest ciężko wstać, oj ciężko. Jak dzwoni budzik, to mam ochotę go pirzgnąć na podłogę. Kilka razy zdarzyło się, że budzik zadzwonił, ja go wyłączyłam mówiąc do siebie – Jeszcze 5 minut poleżę. Tylko, że z pięciu minut zawsze robiło się 30. A ja za każdym razem panikowałam – O cholera, 5:40 i co robić?!

Za pierwszym razem dostałam takiego rozpędu, że sama się sobie dziwiłam. Śniadanie robiłam i jednocześnie jadłam, łóżko sprzątnęłam w 10 minut. Poranna toaleta odbyła się piorunem. Gdy już się ubrałam i złapałam oddech, to myślę sobie – Kurcze, dobra jestem, ale nigdy więcej!

Jeśli miałabym podsumować moje poranki w kilku słowach, to na pewno jest ciężko. Czasami jest zabawnie, a czasami strasznie i brakuje mi tego ciepłego głosu mamy – Córcia, trzeba wstawać!

Jednak przez te dwa lata, od kiedy sama mieszkam dużo się nauczyłam, aby te poranki były łatwiejsze. Na przykład już wiem, że masło czy margarynę, trzeba wyjąć dwie minuty wcześniej, żeby się dobrze rozsmarowało albo, że pasztet czy serek wiejski, trzeba otworzyć sobie wieczorem, żeby rano się nie denerwować.

Ostatnio nocowała u mnie siostrzenica, bo chciała u mnie trochę pobyć, a poza tym ode mnie ma bliżej do szkoły. No, więc ja, jak na ciotkę przystało, wstawałam troszkę wcześniej i robiłam sobie i Zuzi śniadanko i kanapki – sobie do warsztatu, a jej do szkoły. Później szybko się ogarniałam i szłam ją budzić: – Zuziu, skarbie trzeba wstawać!

Czułam się wtedy szczęśliwa, bo wiedziałam, że dzięki mojej samodzielności Zuzia może na mnie liczyć. Mam nadzieję, że było jej u mnie dobrze, i że będzie częściej do mnie przyjeżdżać. Pobyt Zuzi był dla mnie jak egzamin z dojrzałości i myślę, że go poprawnie zdałam. Mam nadzieję, że będę miała dużo siły, bo jeszcze dużo pracy przede mną.

Agnieszka Skomorow

Register

User Registration
or Anuluj