A+ A A-

ROZMOWY O AGRESJI I SEKSUALNOŚCI wywiad z Tomaszem Skrzydło

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Tomasz Skrzydło jest socjoterapeutą. Pracuje w Warsztacie Terapii Zajęciowej „Koniczynka” w Poznaniu, gdzie zajmuje się psychoterapią, socjoterapią, psychoedukacją i edukacją seksualną oraz prowadzi pracownię komputerową z reedukacją. Znany z niekonwencjonalnych działań, organizuje wyjazdy w Polskę oraz nocne seanse filmowe. Pasjonują go polskie zamki. Lubi gotować.

 

Tomasz Skoneczny: Jesteś skierniewiczaninem. Jak to się stało, że pracujesz w w Poznaniu?

Tomasz Skrzydło: Historia raczej standardowa. Studiowałem resocjalizację w Łowiczu. Po skończeniu studiów dostałem propozycję odbycia studiów doktoranckich na Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Zacząłem ten doktorat robić. W tym czasie byłem w Poznaniu na wakacjach, zakochałem się i już tam zostałem. Podjąłem pracę, a doktoratu nie skończyłem. Najzwyczajniej w świecie nie miałem możliwości aż tak często dojeżdżać z pracy z Poznania do Warszawy.

Jeszcze podczas studiów w Łowiczu zajmowałem się zagadnieniem agresji. Badałem dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej, co się dzieje, że osoby wolą rozwiązywać swoje problemy czy kontaktować się z ludźmi przez agresję. Co z tego mają?

T.S.: Dlaczego ludzie zachowują się agresywnie?

Czasem agresja jest jedyną szansą pokazania, że czegoś się chce od innych. Niektórzy bardzo dobrze wiedzą, że w taki sposób można uzyskać to, czego się chce.

Jak sprowadziłem się do Poznania i zacząłem pracować z osobami z niepełnosprawnością zobaczyłem, że umiejętności i wiedza, którą zdobyłem są bardzo przydatne, lecz jeszcze czegoś mi brakuje. Zacząłem studiować socjoterapię, która zajmuje się zagadnieniem terapii grup, tym, jak pracować z grupą, by zminimalizować agresję, lub ją przekształcić w zachowania akceptowane społecznie.

Agnieszka Skomorow: Czy trudno jest przekształcić agresję w coś innego?

Czasami ludzie nie chcą, a czasami nie wiedzą o tym, że mogą zachowywać się inaczej. Agresja jest często związana z bezradnością w kontaktach z innymi ludźmi. Czasem także z brakiem wiedzy, że można rozmawiać inaczej. Agresja jest wołaniem, że ja chciałbym dać sobie z czymś radę, a nie potrafię. Każdy z nas ma takie sytuacje, w których czuje się bezsilny. To powoduje w nas złość.

T.S.: Jak można rozmawiać bez agresji?

Jesteśmy ssakami, a każde zwierzę jest w jakiś sposób uwarunkowane do pewnych zachowań. Możemy jako ludzie panować nad swoją agresją, ale agresywność jako cecha jest w nas obecna. Możemy tylko ją kontrolować. Każda osoba ma jakiś swój poziom agresywności. Warto zobaczyć, jak porozumiewamy się z innymi ludźmi, czy nasza złość wywołuje złość w innym osobach.

Jak komunikować się bez agresji? Mówić o tym, co w nas się dzieje. Chodzi o to, żeby przestawić się na komunikowanie swoich uczuć. Kiedy odczuwamy złość, to znaczy, że jest w nas jakieś zło, coś co odczuwamy jako złe. Złe dla nas, a więc nam zagrażające. Złość jest naturalna. Mówi nam, że coś między mną a tobą jest nie tak, ale to nie znaczy, że jest coś w tobie nie tak. Czasem to, co uważam, że jest dla mnie dobre, nie będzie dobre dla ciebie. Wtedy warto jest popatrzeć nie na drugą osobę, ale na to, co jest we mnie. Dlaczego ja się denerwuję? Co się takiego dzieje, że czuję złość? Należy mówić o swojej złości, a nie np. „ale ty mnie denerwujesz! Tak mnie denerwujesz, że nie mogę tego wytrzymać!” Zamiast mówić o tym, że ktoś mnie denerwuje można powiedzieć: „Kiedy tak mówisz, czuję złość, zaczynam się denerwować, ponieważ robisz to i to”, czyli nie ty mnie denerwujesz jako człowiek, tylko twój czyn mnie denerwuje. Niektóre zachowania lubimy, a niektóre nam przeszkadzają. To jest normalne.

T.S.: W jaki sposób w pracy stosujesz zdobytą wiedzę ?

Rozmawiam. Zastanawiam się dlaczego ktoś się złości. Co się dzieje między mną a uczestnikiem, że on i ja czujemy złość? Mogę powiedzieć, że kiedy tak blisko podchodzisz i ciągle mnie dotykasz, czuję złość, ponieważ nie wiem, czego chcesz ode mnie. Jest mi ciężko, bo nie lubię dotyku, nie lubię, jak ktoś mnie dotyka. Mam wtedy problem, ponieważ czuję się zagrożony. Każdy ma prawo do: złości, szczęścia, bycia zmęczonym, bycia niezadowolonym, chęci odpoczywania, bycia śpiącym, bycia zamyślonym, zakochanym i do tysiąca innych rzeczy.

Krzysztof Skowroński: Czy trudno jest pracować z osobami niepełnosprawnymi?

Nie dzielę ludzi na sprawnych i niepełnosprawnych, blondynów czy szatynów, kobiety i mężczyzn. Zupełne mnie nie obchodzą takie podziały. Pracuję z ludźmi. Dla mnie ważne jest to, kim jest dany człowiek. Pewnie, że czasami jest ciężko w pracy. To tak jak wtedy, kiedy przychodzisz do domu, jest gorąco, nie masz na nic ochoty, a ktoś chce, żebyś był fajny, wesoły, chce pogadać. Ale są też takie dni, kiedy to ty chcesz rozmawiać, to ty chcesz wyjść na spacer, a tej drugiej osobie się nie chce. Wtedy jej jest ciężko, bo ty masz jakieś oczekiwania, a druga osoba nie może ci tego dać. Tak samo jest w pracy. Gdyby było mi ciężko, to bym tego nie robił. Poszedłbym siedzieć do biura i wklepywał dane do komputera. Jestem zadowolony ze swojej pracy. Lubię ją.

A.S.: Jak wyglądają zajęcia, które prowadzisz?

Prowadzę pracownię reedukacyjno-komputerową i zajęcia socjoterapeutyczne. Co robimy na zajęciach? Jeżeli ktoś przychodzi i jest zainteresowany motoryzacją albo filmem, bądź lubi różne inne rzeczy, na których ja się nie znam, to komputer ma służyć do tego, żeby ten ktoś rozwijał swoje pasje. Komputer to jest fantastyczna maszyna, ale jak każda maszyna ma swoje plusy i minusy. Uczę jak wykorzystać komputer, rozmawiamy o zagrożeniach. Mieliśmy też panel o edukacji seksualnej, który mówił o równości, transwestytyzmie, transseksualności, homoseksualizmie. Jedna z uczestniczek chciała obejrzeć film o Annie Grodzkiej „Transakcja”. Po obejrzeniu filmu, stwierdziła, że musi teraz napisać e-maila do Grodzkiej. Powiedziałem, że trzeba znaleźć adres e-mailowy i pocztę w sejmie. Znalazła i napisaliśmy e-maila, dostaliśmy odpowiedź i super.

Na zajęciach wyszukujemy informacje o wydarzeniach kulturalnych w Poznaniu, zastanawiamy się na jaki film iść, jakie informacje będą dla nas użyteczne. Jeden z moich uczestników sam sobie wyszukał film w Internecie, zaprosił swoją dziewczynę Karolinę. Następnego dnia przychodzi i mówi – Tomasz, dziękuję ci. – Ale za co? – No bo mi kiedyś pokazałeś jak szukać repertuaru kin w Internecie. Poszliśmy na film z Karoliną, kupiliśmy chipsy. Film był świetny, tyle że z napisami. Powiedz, gdzie mam znaleźć informację, czy film ma dubbing, lektora, czy napisy?

A.S.: Prowadzisz też zajęcia socjoterapeutyczne. Co robicie podczas zajęć?

Teraz rzadziej prowadzę takie zajęcia, bo przejęła je koleżanka, która pracuje jako psycholog. Jak wyglądają takie zajęcia? Cała społeczność zbiera się na jednej sali, wybieramy jakiś temat i każdy wypowiada własną opinię. Na zajęciach próbujemy się nauczyć, jak rozpoznawać własne emocje, jak mówić o swojej złości, jak mówić o agresji, jak komuś odmówić, np. jak odmówić swojemu szefowi wykonania zadania, z którym się nie zgadzam, lub jak odmówić, kiedy na przykład moja mama, mój przyjaciel, kolega wymaga, żebym coś zrobił, a ja nie chcę tego robić.

T.S.: Czy swobodnie rozmawiacie na temat miłości i seksualności?

Jeżeli uczestnik by chciał ze mną porozmawiać, to nie ma problemu. Jestem gotowy do rozmowy o tym. Oczywiście nie zawsze jestem w stanie na wszystkie pytania odpowiedzieć, bo nie wszystko wiem. Ale mamy specjalnych konsultantów współpracujących z warsztatem, z którymi można porozmawiać.

A.S.: Czy uczestnicy mają prawo do seksualności?

Oczywiście, jak najbardziej tak. W Polsce się ciężko rozmawia o seksualności, ale warto o tym mówić. Dwa lata temu w Poznaniu była międzynarodowa konferencja na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną. Przyjechała Gill Brearley z Wielkiej Brytanii, która od 30-40 lat zajmuje się problematyką seksualności osób niepełnosprawnych. Katarzyna Skoularakos, Polka pracująca w Danii, pokazywała jak to w Danii wygląda. Był Rainer Fuchs z Niemiec, który opowiadał o związkach osób niepełnosprawnych w Niemczech. Rainer Fuchs ma dużą wadę wzroku. Na konferencji był ze swoim partnerem, który mu pomagał w poruszaniu się. Panowie mieszkają w Holandii. Opowiadali o problemach z jakimi spotkali się w swoim życiu, o tym, że spotykali się często z opinią, że nie mają prawa się kochać. Konferencja poruszała wiele tematów, pokazywała na ile jesteśmy otwarci na ludzi i problemy społeczne.

M.R.: Działasz niekonwencjonalnie. Opowiedz o tym.

Ostatnio mieliśmy iść na nocny seans do kina. Przez miesiąc szukaliśmy na jaki film iść, co wybrać. Grupa nie mogła się dogadać. W końcu doszliśmy do wniosku, że zrobimy akcję, nie w kinie, ale w WTZ-cie. Spotkaliśmy się o godzinie 20, zrobiliśmy sobie sesję popołudniową, kupiliśmy żywiec 0 procent, mnóstwo popcornu, zamówiliśmy pizzę, rozstawiliśmy ekran i rzutnik, wyciągnęliśmy nasze skórzane kanapy, wywaliliśmy nogi i prawie do 23.00 oglądaliśmy filmy. Zasady były proste: oglądamy, kończymy i wychodzimy z WTZ, kiedy wszystko będzie posprzątane. Sprzątanie zajęło 10 minut, po czym każdy wsiadł w taksówkę i zawiózł się do domu. Fantastyczna akcja. To wyszło trochę od uczestników, trochę od nas.

Co rok robimy wyjazd na 5-6 dni w Polskę. Nie wszyscy chcą jeździć, ale jest grupa, która wyjeżdża. Zwiedzamy najważniejsze, najładniejsze i   najciekawsze miejsca w Polsce. Grupa śpi na squotach z punkami, w hostelach. Przed wyjazdem obdzwaniamy różne miejsca i okazuje się, że np. w Krakowie jakaś grupa art punkowa ma miejsce, w którym może przespać się 12 osób. Pakujemy się do pociągu i jedziemy w świat.

A odpłatność?

Różnie, czasem uczestnicy muszą dopłacić, czasem jest to działanie w ramach treningu ekonomicznego.

A co mówią rodzice na takie wyjazdy? Czy im nie przeszkadza to u kogo mieszkacie?

A wam by przeszkadzało, że gość ma różowego irokeza i pół kilo agrafek w uchu, albo w nochalu? Skoro jego głowa działa i jest równym człowiekiem, to co mnie to obchodzi, jak on wygląda. Rodzice już trochę się przyzwyczaili do takich szaleńczych wypadów. Wiadomo że to się nie stało z dnia na dzień. Rodzice czy opiekunowie czują lęk. Wynika to z ich troski i miłości. Jeżeli uczestnicy mają jechać, poznać kulturę lub subkulturę, zobaczyć jakieś działania, to czemu tego nie robić?

Mamy instruktora teatralnego z doktoratem z filozofii. Został zatrudniony na staż. Jest osobą niepełnosprawną, ma zespół Aspergera. Przychodzi i robi zajęcia – takie teatracje. Ja się na tym nie znam, ale patrzę, podglądam jak uczestnicy przy nim przez dwie godziny udają statek, który tonie na rozszalałym morzu i oni szaleją, leżą, udają żagle. Ktoś jest morzem, ktoś jest falą i to przynosi frajdę. To też była potrzeba uczestników. Chcieli mieć teatrację, proszę bardzo, macie teatrację. Jeżeli my jesteśmy w stanie coś zrobić i ma to ręce i nogi, to czemu nie?

T.S.: Przyjechałeś do nas z zamiarem zorganizowania czegoś wspólnie z warsztatem, w którym pracujesz. Co chciałbyś zrobić? Jak pierwsze wrażenia ze spotkania?

Każde środowisko jest trochę inne. Zupełnie inaczej sobie was wyobrażałem. Myślałem, że siedzicie w jakiejś małej kościółkowej celi, albo nie wiadomo gdzie i tworzycie jakąś zamkniętą grupę. Sam fakt, że teraz rozmawiamy świadczy o tym, że instruktorzy terapeuci są otwarci na to co się dzieje.

Chciałbym przyjechać ze swoją grupą do Skierniewic. Zrobić rundkę po mieście, pokazać im nie tylko, gdzie urodziłem się, ale to co ciekawego można zobaczyć w okolicy, pokazać im Nieborów, Arkadię, Łowicz, Bolimowski Park Krajobrazowy. Zabrać na spływ Rawką. Poznaniacy myślą, że na wschód od Konina to już Azja się zaczyna, że cywilizacja jest w Wielkopolsce, a nie na jakimś Mazowszu, w Łowiczu. Szczegóły naszego przyjazdu do Skierniewic muszę jeszcze uzgodnić z moją szefową. Myślałem, żeby zatrzymać się i przenocować w Skierniewicach.

T.S.: Co robisz w wolnym czasie?

Moją pasją jest historia, uwielbiam zwiedzać polskie zamki. W wolnym czasie lubię gotować, robię sushi, eksperymentuję. Fascynują mnie kuchnie świata.

W zeszłym roku bardzo wielkie wrażenie zrobił na mnie zamek Grodziec na Śląsku. Zaciekawiła mnie też historia małżeństwa, które kupiło zamek Świny przy granicy czeskiej. Remontują go własnymi siłami, wzięli duży kredyt, by odbudować zamek. Odtwarzają zniszczone mury, rozrabiają zaprawy wapienne starymi metodami, by przywrócić dawny blask zamkowi. Fantastyczna jest ich pasja. Właściciele chcieliby, żeby zamek odzyskał swoją świetność, ale żeby go utrzymać, będą musieli robić śluby, chrzciny i konferencje. Jeżeli tam mają być chrzciny, wesela i imprezy, a jednocześnie to ma sprawić, że ten zamek będzie odbudowywany, to czy nie warto?

opracowali Tomasz Skoneczny

i Krzysztof Skowroński

Register

User Registration
or Anuluj